Ostróda w pigułce

Nie mamy w tym roku szczęścia do zorganizowanego urlopu. Do wyjazdu z noclegami, siedzenia wieczorkiem nad wodą z lampką wina, delektowania się chwilą ale… Absolutnie nie zamierzamy narzekać. Chwytamy co się da, między deszczami a pięknym słońcem.

Na taką też chwilę wpadliśmy do przepięknej Ostródy. Spacer zaczęliśmy tradycyjnie od karmienia… Jasiek nie byłby sobą gdyby nie wyżywił całego stada kaczek stacjonującego przy brzegu jeziora. O bocianach nie wspominając… (pomyliło mu się z łabędziami :)). Gdy zwierzaki z dokładką zostały obkarmione mogliśmy ruszyć w stronę placu zabaw. Zlokalizowany jest on w parku przy deptaku, podobnie jak siłownia dla dorosłych. Doglądając rozhasanych dzieci można się jednocześnie rozkoszować widokiem na jezioro. A dzieci mają co robić bo sprzętów w parku jest sporo. Większość połączona jest w konstrukcje przypominające statki. Są huśtawki, ślizgawki, piaskownice, ale i tak największym powodzeniem cieszą się stery, zamocowane na kilku masztach. To gratka dla małych piratów.

Po szalonej zabawie postanowiliśmy zwiedzić zamek krzyżacki zlokalizowany nieopodal. Mieści się w nim niewielkie muzeum. Mimo że eksponatów nie ma za dużo, Jasiek znalazł coś dla siebie, a mianowicie prawdziwą armatę. Strzelał na cały głos, ku uciesze pozostałych zwiedzających. Spodobały mu się także dwie makiety ukazujące Ostródę i okolice w miniaturze. Byłam bardzo dumna że moje dziecko potrafiło się tym zainteresować.

Z zamku wróciliśmy z powrotem  nad jezioro. Tym razem przypatrzeć się ostrej jeździe na nartach…wodnych oczywiście. Nigdy bym nie pomyślała że to takie wciągające od strony widza. Bo że od strony biorącej czynny udział w akrobacjach to oczywiste że emocje gwarantowane. 800 m wyciągu i kilka przeszkód a można patrzeć przez kilka godzin. O pływaniu nie wspomnę.

Kiedy wreszcie się oderwaliśmy od narciarzy, przyszedł czas na spacer do przystani. Wprawdzie Jaśka większość trasy trzeba było nieść „na barana” ale i tak dzielnie to zniósł. Na przystani spotkaliśmy się z trzema syrenkami i drzewnymi postaciami. A także, ku uciesze Jaśka, z pieskiem buldożkiem, który grzecznie aportował rzucaną zabawkę. To był przemile spędzony czas! Kto jeszcze nie był – polecam gorąco!

Na koniec wyprawy trafiliśmy do restauracji Lalo ale… to już osobna historia :). Zapraszam tutaj: https://mamazmiasta.wordpress.com/2016/08/17/lalo-ostroda/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s